Franszyzną w konsumenta

Nie jest tajemnicą, iż wzmożona konkurencja stymuluje wyobraźnię graczy rynkowych – rynek jest jeden, a chętnych do udziału w zyskach wielu. Tym razem jednakże kreatywność popchnęła ubezpieczycieli w kierunku manipulacji cenami polis. Przyczyniły się do tego porównywarki produktów finansowych, skutecznie wypierające starą prawdę mówiącą o stosunku ceny do jakości (patrz niedawny wpis) oraz sytuacja finansowa samych konsumentów, którzy z racji ograniczonych zasobów szukają rozwiązań dobrych i tanich, łudząc się, że takie istnieją.

Do tej pory zniżkę cen polis można było zawdzięczać standardowym zabiegom ubezpieczycieli. Większość z nich była bardzo przewidywalna i sprowadzała się do żonglerki zapisami OWU, a cena polisy spadała wprost proporcjonalnie do liczby wyłączeń w umowie. Obecnie, modnym stało się ustanawianie wysokiej franszyzny. Skąd taki boom na franszyznę? Ponieważ jest to prosty i sprytny sposób zbicia przez ubezpieczyciela ceny polisy w dół, albowiem ustanowienie dość wyśrubowanych limitów redukuje ryzyko i częstotliwość konieczności wypłaty odszkodowania.

Nie byłoby w tym wszystkim nic złego, gdyby nie fakt, iż franszyzna nakładana przez ubezpieczycieli często jest rażąco nieadekwatna do poziomu wymaganej ochrony ubezpieczeniowej lub wartośći ubezpieczanego ryzyka. Nierzadko licuje ona wręcz z sensem wykupowania polisy. Na przykład, wg. ostatnich badań przeprowadzonych przez instytut badań rynkowych Defaqto wartośći te poszybowały w ostatnim roku o 34% w górę, a w niektórych przypadkach nawet o ponad 50%.

Jakie są konsekwencje takiego stanu rzeczy? Jak dla mnie jest to początek sytuacji w kótrej dostateczną alternatywą w stosunku do tak skonstruowanej polisy ubezpieczeniowej jest samoubezpieczenie. Bo czy franszyzna na poziomie 1/3 wartości przedmiotu czyni ubezpieczenie jakkolwiek atrakcyjnym? Na przykład, wykup polisy AC z takim limitem nie pokryje szkody poniesionej w stłuczce, gdyż uszkodzony reflektor może nie przekroczyć progu ustanowionej franszyzny. Czy nie lepiej jest więc samemu ponieść ryzyko naprawy samochodu, aniżeli płacić kilka tysięcy złotych co roku, szczególnie, gdy sam pojazd jest niewiele wart? Można też zastanowić się czy większość szkód to szkody częściowe czy całkowite, czy częściej mamy stłuczkę czy częściej ‚kasujemy’ samochód?

Wyjątkiem są ryzyka duże. Tutaj praktyki znane z produktów skierowanych do klientów indywidualnych nie są stosowane.




Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Prawo ubezpieczeniowe, ubezpieczenia odszkodowania, dzialalnosc ubezpieczeniowa, ubezpieczenia finansowe, odszkodowania powypadkowe, zadoscuczynienie za blad, odszkodowania powypadkowe, zakład ubezpieczeniowy, PZU, Hestia, Warta, ubezpieczenia pomostowe, odszkodowania za blad medyczny, ubezpieczenia gospodarcze, agent ubezpieczeniowy, tanie ubezpieczenia