majątek vs. interes ubezpieczeniowy
W założeniach doktrynalnych dotyczących ubezpieczeń majątkowych dość arbitralnie przyjęto, iż teoria interesu ubezpieczeniowego jest koncepcją znacznie bardziej efektywną i sprawiedliwą, ekonomicznie i społecznie, aniżeli teoria majątku. Ta ostatnia za takową ‘nie mogła być uznana’, albowiem ograniczała przedmiot umowy ubezpieczenia jedynie do aktywów tj. własności i innych praw majątkowych. Pozornie więc, zaistniało pole do uznania jej za hamulec gospodarczy, nie tylko dla samego sektora ubezpieczeniowego, ale również dla gospodarki sensu lato.
Aczkolwiek, o czym głośno sie nie mówi, teoria interesu ubezpieczeniowego również jest obciążona powaznymi wadami, szczególnie, iż dozwala na szeroką swobodę interpretacyjną w kontekście tego, co można uznac za interes ubezpieczeniowy. Nie jest to bowiem termin formalno-prawny. Kształt tej teorii zdaje się również przeczyć swobodzie zawierania i kształtowania umów, a także stanowi doskonały pretekst do manipulacji znaczeniowej mającej skutki ekonomiczne.
Szukając w internecie ciekawostek na powyższy temat przypadkowo trafiłem na The Yale Law Journal i całkiem obszerny artykuł pt. Insurance law’s Haples Busybody: A Case Against the Insurable Interest Requirement.
Gorąco polecam jako lekką lekturę. Tekst, choć w języku angielskim, jest dynaminczy i niezwykle przystępny.
Uczeń wygrał ze szkołą w sądzie
Były licealista ma dostać odszkodowanie za dyskryminację. Prawnicy: to niespotykana sprawa
– Zgodnie z wyrokiem miasto powinno zapłacić 15,5 tys. zł odszkodowania – poinformował Maciej Gieros z Sądu Okręgowego w Warszawie.
Alan Szwajkowski jest dziś studentem, ukończył jedno ze społecznych liceów. Przeniósł się do niego z LXVII LO im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego, jednego z najlepszych w kraju. Dlaczego zmienił szkołę? – Byłem obarczany odpowiedzialnością za próbę jej „rozwalenia” – twierdzi.
W sądzie cywilnym wygrał proces z miastem Warszawa, które jest organem prowadzącym szkołę. W pozwie uczeń stwierdził, że w liceum doszło do „naruszenia jego godności, dobrego imienia oraz dyskryminacji”. Domagał się zwrotu czesnego za naukę w szkole społecznej, do której musiał się przenieść. Wyrok zapadł w ubiegłym tygodniu.
Konflikt wybuchł pod koniec 2008 roku. Jedna z nauczycielek poinformowała młodzież, że przy wystawianiu ocen z jej przedmiotu będzie brana pod uwagę frekwencja ucznia. Po trzech nieobecnościach – także usprawiedliwionych – ocena miała być obniżona o stopień.
Alan i jego koledzy zaprotestowali, skierowali pytanie do dyrekcji, napisali petycję do nauczycielki. – Obraziła się na nas, zagroziła odejściem na emeryturę – mówi Alan. Uczniowie w obawie przed kłopotami z przygotowaniem do matury przestali protestować. Zdania nie zmienił Alan. – Spotykałem się z niechęcią kolegów, zarzuty pod moim adresem wysuwała dyrekcja – mówi ówczesny licealista. Twierdzi, że czuł presję, iż z jego powodu ze szkoły chcą odejść cenieni nauczyciele. W sprawę zaangażowało się kuratorium, skarga dotarła do MEN. W końcu Alan przeniósł się do szkoły społecznej i wniósł sprawę do sądu.
Krzysztof Mirowski, dyrektor liceum, nie chce komentować wyroku. – Będzie odwołanie – mówi. O decyzji sądu nie chce też rozmawiać nauczycielka.
Sędzia Marcin Łochowski z Sądu Okręgowego Warszawa-Praga nie słyszał o podobnej sprawie: – W USA takie procesy są rozpowszechnione. Uważam, że w wielu przypadkach i u nas miałyby szansę powodzenia – dodaje.
Włodzimierz Paszyński, wiceprezydent Warszawy odpowiedzialny za edukację: – Każdy może iść do sądu, ale wolałbym, aby tego typu sprawy rozwiązywane były za pomocą mediacji na forum szkoły.
– Coraz częściej mamy do czynienia ze zjawiskiem rosnących wymagań wobec szkoły, ale niekiedy przybierają one patologiczną postać – uważa psycholog społeczny prof. Janusz Czapiński z UW. – Nie jest rzadkością, że rodzice domagają się odwołania niewygodnego nauczyciela. Jeszcze niedawno było to nie do pomyślenia.
Źródło: Rzeczpospolita
Janina Blikowska, Marek Kozubal 18-04-2011
Echo błędów korporacji
Siła korporacji jest dwubiegunowa. Korporacja ma olbrzymie zdolności lobbystyczne i chętnie promuje rozwój rynku w korzystnym dla siebie kierunku. Kierunek korzystny dla korporacji to uproszczenie procedur i zwiększenie wydajności, często, eksploatacja na granicy bezpieczeństwa. Z drugiej zaś strony kultura korporacyjna to tykająca bomba zegarowa, bowiem porażka korporacji to porażka mikroprzedsiębiorców i podatników. Zależność ta zachodzi tylko w tym kierunku.
W kontekście sektora ubezpieczeniowego, błędy korporacji odbijają się na 3 płaszczyznach.
Regulacyjnej
Kryzys wywołany błędami korporacji prowokuje zmiany regulacyjne. Zmiany te zazwyczaj mają charakter restrykcyjny oraz rzadko ‘uderzają’ w czołowych graczy rynkowych. Cierpią na tym mikroprzedsiębiorcy, którzy za błędy gigantów, odpowiadają własnym portfelem. Praktyka wskazuje, iż dostosowanie zarządzania ryzykiem oraz procesu dystrybucji produktów finansowych do nowych norm wiąże się z dużymi kosztami, które mikroprzedsiębiorca zmuszony jest ponieść sam. Podatnicy odczuwają negatywne konsekwencje mniej bezpośrednio – poprzez rosnące ceny składek, wprowadzane by wyrównac straty, oraz cięć budżetowych, koniecznych by ratować korporacje.
Tożsamościowej
Korporacja to reklama i kreacja wizerunku poprzez tradycję solidności oraz zaufania, popartego kapitałem. Wizerunek ten umacnia sama korporacja, jak i reprezentujący ją mikroprzedsiębiorcy. Obecnie ten model to przeszłość, co zresztą uwydatnił kryzys. Dziś, korporacje nie kojarzą się z niczym pozytywnym. Dlatego też czynione są starania w kierunku odcięcia się od tego wizerunku. Korporacje dokonują naprawy swojego profilu poprzez rebranding albo odejście od dawnych haseł reklamowych. Pośrednicy, odcinają się od więzów korporacyjnych stawiając na swoją niezależność oraz bezstronność. Rezultatem tych działań jest brak zaufania konsumentów do rynku finansowego i pogłebiająca się niechęć do kupowania produktów finansowych.
Rynkowej
Zmiany w rynku są naturalnym następstwem zmian zachodzących na płaszczyżnie regulacyjnej i tożsamościowej. Ich rezultatem jest często zmiana profilu działalności firm. Na przykład, podmioty, które dawniej szczyciły się ofertą tylko dla najbogatszych, próbują wejść w łaski nieco mniej zamożnych klientów. Pozyskanie nowej grupy konsumenckiej to niestety nie próba ataku na nowy rynek i podbicie dochodów, ale walka o przetrwanie z racji utraty zaufania poprzedniego profilu klienteli. Prawidłowość tak jest typowa zarówno dla korporacji jak i mikroprzedsiębiorców, chcąc nie chcąc związanych z korporacjami.
Ubezpieczeniowe Fundusze Gwarancyjne – ujęcie porównawcze
Komparatystyki ciąg dalszy. Tym razem spora dawka wiedzy na temat obcych modeli stanowiących odpowiednik rodzimego ubezpieczeniowego funduszu gwarancyjnego.
Samo opracowanie, o niewyszukanym tytule Ubezpieczeniowe Fundusze Gwarancyjne w wybranych krajach europejskich (kliknij na link by pobrać dokument), jest napisane w sposób przejrzysty i przystępny. Oczywiście, nie jest to przystępność uzyskana kosztem jakości. W tym kontekście nie ma się do czego przyczepić.
Szkoda jednakże, że przy całej obszerności powyższej publikacji, nie uwzględnia ona rozwiązań brytyjskich. Jest to trochę niezrozumiałe, nie tylko z racji rozmiaru rynku i modeli gwarancji ubezpieczeniowych na Wyspach, ale także z racji wpływu brytyjskiego sektora ubezpieczeniowego na obce gospodarki.