Polisa zimowa – kolejny ból głowy
Co roku właściwie zadajemy sobie to samo pytanie: ubezpieczać się przed wyjazdem zimowym czy nie? Co roku też obawa o nasze zdrowie czy byt jest coraz silniej pobudzana – przedstawiciele towarzystw ubezpieczeniowych szargają nasze nerwy coraz to nowszymi zagrożeniami, a zakłady ubezpieczeniowe kuszą nową gamą produktów (tanich i oczywiście niezbędnych) Na domiar złego same media podsycają ten ogólny niepokój, ciągle komentując komplikujące się warunki pogodowe i ich tragiczne skutki. Ale czy to wszystko jest konieczne? Czy musimy być zawsze ubezpieczeni od wszystkiego i wszędzie? Na co należy zwracać szczególną uwagę?
1. Gdzie jedziemy?
Bardzo istotne jest to gdzie jedziemy. Jeżeli na przykład szykujemy się na wyjazd na narty do jednego z europejskich resortów, nie należy się obawiać niesamowitymi, nieraz mitycznymi w opinii agentów, kosztami opieki medycznej. Jako obywatele EU jesteśmy uprawnieni do opieki medycznej w każdym z krajów Unii, więc nie ma powodu, by szarpać się na ponadstandardową ochronę (wystarczy posiadać Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego). Jeśli natomiast planujemy wypoczynek na stokach w Kanadzie, warto pomyśleć o polisie komplementarnej, gwarantującej wszechstronną i solidną ochronę. Tam, koszty opieki medycznej i jakiejkolwiek innej są absurdalnie wysokie. Lepiej więc nie ryzykować.
2. Jak zamierzamy spędzać czas?
Jeśli wypoczynek zimowy ma głównie polegać na okazjonalnych spacerach po centrum Zakopanego, nie ma sensu wykupywać ubezpieczenia, które jest drogie, ponieważ przyjmuje ryzyko naprawienia szkód i krzywd poniesionych w wyniku zejścia lawiny, czy uprawiania sportów ekstremalnych. Wystarczy prostsza, a zarazem tańsza opcja, która pozwoli czuć się pewniej w sytuacji, gdy złamiemy nogę czy potłuczemy się po poślizgnięciu się na lodzie.
3. Jakie straty jesteśmy w stanie ponieść, a jakie spowodować?
Warto przeprowadzić rachunek sumienia i pomyśleć o tym jakiej wartości jest nasz sprzęt narciarski, samochód jakim się wybieramy w podróż, ile osób ze sobą zabieramy i jakie szkody możemy potencjalnie wyrządzić innym, na przykład wjeżdżając w nich na stoku narciarskim. Po dłuższej chwili zastanowienia, należy wybrać sumę gwarantowaną i opcje ochrony ubezpieczeniowej, które pokrywają się z naszymi wyobrażeniami. Zazwyczaj więc będzie to najniższa suma gwarantowana jaka znajduje się w ofercie (i tak bardzo wysoka). Nie należy bowiem przesadzać z dramaturgią wydarzeń i sztucznie zawyżać koszty. Wskazana jest kalkulacja ’na chłodno’.
4. Co oferuje polisa poza zwykłym ubezpieczeniem?
Jeżeli kilka polis oferuje podobną ochronę ubezpieczeniową, warto spojrzeć co oferują stricte poza nią. Konkurencja rynkowa sprawia, iż wielu ubezpieczycieli wraz ze swoimi polisami oferuje znaczną ilość dodatkowych zniżek lub programów partnerskich. Można więc przy okazji kupna ubezpieczenia, dostać na przykład rabat na karnet na wyciąg narciarski, dodatkową polisę, czy też zniżkę w wielu ‘zimowych’ punktach gastronomicznych.
5. Oferty szkół narciarskich/biur podróży
Niezmiernie często jest tak, iż ubezpieczenie ‘zimowe’ oferowane jest przez biuro podróży, które organizuje nasz wyjazd. Może być ono drogie lub niekoniecznie takie, jakie odpowiada naszym indywidualnym potrzebom (choć nie zawsze), pomimo świetnego wrażenia wstępnego. Zanim jednak zdecydujemy się na kupno takiej polisy pod wpływem chwili, warto zobaczyć, co jest w standardowej ofercie gdzie indziej. Pamiętajmy, że biura podróży otrzymują wynagrodzenie za sprzedaż takiej polisy, więc zależy im na tym, byśmy ją mieli, niezależnie od tego czy jej potrzebujemy czy nie. Ponadto, nie ma jednej, dobrej polisy dla każdego. Warto wysilić się więc trochę i ‘skroić’ sobie ochronę ubezpieczeniową na miarę, kupując ją gdzie indziej. Będzie to na pewno tańsze rozwiązanie aniżeli opcja uniwersalna, a zaoszczędzone środki na pewno się przydadzą.
6. Czego nie pokrywa polisa?
Z należytą pieczołowitością i cierpliwością należy przestudiować jakie są wyłączenia zawarte w OWU polis, którymi jesteśmy zainteresowani. Lepiej jest poświęcić trochę cennego czasu, aniżeli być niemiło zaskoczonym w razie wypadku. Na przykład, częstym wyłączeniem w polisie narciarskiej jest odmowa wypłaty odszkodowania w przypadku, kiedy osoba ubezpieczona w chwili doznania lub wyrządzenia szkody była pod wpływem alkoholu. Oznacza to, że albo należy wybrać innego ubezpieczyciela, który takie wyłączenia nie przewidział, albo powstrzymać się od picia ‘grzańca’ w przystokowym barze.
7. Co trzeba wykupić?
Bez względu na to jak rysuje się harmonogram naszego wypoczynku, koniecznie należy wykupić ochronę ubezpieczeniową na wypadek podjęcia akcji ratowniczej/poszukiwawczej, ‘zaginięcia’ naszego sprzętu zimowego oraz drobnych szkód na osobie (np. na wypadek złamania). Jeżeli sezon zimowy to dla nas ciągłe przemieszczanie się samolotem czy pociągiem, warto wykupić polisę, która obejmie ochroną nasz bagaż i nas samych oraz wypadki opóźnienia lub odwołania podróży ze względów pogodowych. Dobrze jest mieć również ubezpieczenie OC, aczkolwiek, nie jest to mus.
Pomimo możliwości zakupu polisy przez Internet czy nawet SMS, zawsze polecam każdemu spotkanie z agentem lub brokerem, po uprzednim, pobieżnym zapoznaniu się z poszczególnymi produktami w Internecie. Wizyta taka nie jest ani kosztowna, ani wiążąca, a przy okazji można się także wiele dowiedzieć, co na pewno pomoże utwierdzić się w przekonaniu odnośnie tego, jaka polisa jest dla nas najlepsza. Warto jednakże, uodpornić się na tricki sprzedażowe. Grunt to myśleć trzeźwo, głośno pytać i ‘być nieustraszonym na złość zimy’.
Ponadto, w razie gdy produkt nie będzie spełniał/nie spełni obiecanych funkcji, możemy żądać odszkodowania na podstawie tego, iż zostaliśmy wprowadzeni w błąd przez sprzedawcę. W przypadku kupna polisy przez SMS czy tez Internet, taka opcja jest wyłączona, ponieważ polisę kupiliśmy sobie sami.
Kara za nieuzasadnioną odmowę wypłaty odszkodowania
Materiał ten stanowi doskonałe uzupełnienie poprzedniego wpisu i pochodzi ze strony oficjalnej UOKIK-u (www.uokik.gov.pl).
***
Przyjęta przez PZU Życie definicja zawału serca mogła uniemożliwiać ubezpieczonym wypłatę odszkodowania – uznała Prezes UOKiK i nałożyła na przedsiębiorcę karę w wysokości blisko 4 mln zł. Zakwestionowane przez Urząd postanowienia ubezpieczyciel stosował w umowach na życie przez prawie trzy lata
W opinii Oddziału Klinicznego Chirurgii Serca, Naczyń i Transplantologii Krakowskiego Szpitala Specjalistycznego im. Jana Pawła II w Krakowie, „wystąpienie patologicznego załamka Q nie jest (…) warunkiem koniecznym do postawienia rozpoznania zawału serca”
Postępowanie w tej sprawie zostało wszczęte w marcu 2010 roku, po uzyskaniu informacji od konsumentów oraz Rzecznika Ubezpieczonych. Wątpliwości Urzędu wzbudziły postanowienia zawarte w umowach ubezpieczenia na życie w szczególności warunki indywidualnego ubezpieczenia na wypadek ciężkiej choroby. Praktyka opisywana przez skarżących dotyczyła pewnej grupy poszkodowanych, u których wystąpił zawał serca, a mimo to ubezpieczyciel nie wypłacił odszkodowania przewidzianego przez polisę, ponieważ zaistniały u pacjenta zawał nie odpowiadał kryteriom stosowanej przez PZU Życie definicji.
W trakcie prowadzonego postępowania Urząd przeanalizował ogólne warunki umów ubezpieczenia na życie zawierane przez PZU Życie z konsumentami od sierpnia 2007 roku, w szczególności użyte w nich definicje jednostek chorobowych. W związku ze specyfiką prowadzonego postępowania UOKiK poprosił specjalistyczne instytucje posiadające wiedzę z dziedziny kardiologii m.in. Ministerstwo Zdrowia i Polskie Towarzystwo Kardiologiczne w Warszawie o analizę definicji zawału serca stosowanej przez ubezpieczyciela w umowach z konsumentami. Wątpliwości Urzędu potwierdziły opinie ekspertów – podczas zawału serca, nie muszą obligatoryjnie wystąpić przesłanki wymienione przez PZU Życie – załamek Q w EKG.
Stanowisko Kierownika Kliniki Chirurgii Serca, Naczyń i Transplantologii Uniwersytetu Jagiellońskiego: definicja stosowana przez PZU „w żaden sposób nie odpowiada obowiązującej medycznej definicji zawału serca i nie powinna być stosowana w praktyce”
Urząd stwierdził, że umowy PZU Życie zawierały definicję zawału serca, która nie odpowiada obowiązującej wiedzy medycznej. Stosowanie przez ubezpieczyciela terminologii, która zawężała sytuacje przewidziane wypłatą odszkodowania Prezes UOKiK uznała za niezgodne z prawem wprowadzenie konsumentów w błąd. Konsument, ubezpieczając się na życie działał w przekonaniu, że polisa zapewni odszkodowanie w przypadku wystąpienia zawału serca. Nie miał jednak świadomości, że ubezpieczeniem objęta jest tylko wybrana część przypadków zawałów serca – zgodnych z definicją PZU Życie.
Z informacji, jakie udało się uzyskać podczas prowadzonego postępowania wynika, że w ciągu dwóch i pół roku PZU Życie odmówiło w związku z tą praktyką wypłat odszkodowania ponad 2100 pacjentom.
Za wprowadzanie konsumentów w błąd Prezes UOKiK ukarała PZU Życie sankcją finansową w wysokości 3 967 296 zł. Zgodnie z przepisami antymonopolowymi, kara w takim przypadku może wynieść maksymalnie 10 proc. przychodów przedsiębiorcy. Z powodu zaniechania przez ubezpieczyciela stosowania niedozwolonej praktyki jeszcze podczas prowadzonego postępowania i aktywne współdziałanie, zostały uwzględnione okoliczności łagodzące mające wpływ na zmniejszenie kary. Decyzja nie jest ostateczna, przysługuje od niej odwołanie do sądu.
Jednocześnie wszystkim konsumentom mającym problem z ubezpieczycielami UOKiK przypomina, że bezpłatną pomoc prawną świadczą miejscy oraz powiatowi rzecznicy konsumentów. Ponadto warto w takich przypadkach zwrócić się do Rzecznika Ubezpieczonych.
Dodatkowe informacje dla mediów:
Małgorzata Cieloch, Rzecznik prasowy UOKiK
Departament Współpracy z Zagranicą i Komunikacji Społecznej
Pl. Powstańców Warszawy 1, 00-950 Warszawa
Tel. (22) 827 28 92, 55 60 106, 55 60 430
Fax (22) 826 11 86
E-mail: malgorzata.cieloch@uokik.gov.pl
Potencjalne przyczyny odmowy wypłaty odszkodowania przez ubezpieczyciela
Zjawiskiem z którym nie wszyscy, aczkolwiek na pewno mały odsektek ubezpieczonych miał styczność, jest nieprzyjemna sytuacja odmowy wypłaty odszkodowania przez ubezpieczyciela. Pomijając przypadki, w których prawo samo zwalnia z takiego obowiązku, nierzadko sam zakład ubezpieczeniowy uporczywie stara się dopatrzeć przesłanek, które umożliwiłyby uchylenie się od odpowiedzialności za naprawienie szkody (często też jej zaniżenie). Poniżej przedstawiam kilka przykładów działań jakie są podejmowane przez ubezpieczyciela, gdy chce on uniknąć obowiązku naprawienia szkody.
-
Szkoda jest wyłączona spod ochrony ubezpieczeniowej
Zakład ubezpieczeniowy będzie wykazywał starania by udowodnić, iż powstała szkoda nie jest objęta ochroną ubezpieczeniową zapisaną w OWU, najczęściej ze względu na wyłączenia umowne, sposób i miejce powstania szkody, jej rozmiary czy specyfikę.
Przykład 1. Konsument był przekonany, iż ubezpieczenie powodziowe (wg. OWU) obejmuje szkody wyrządzone na całym terenie posesji, a nie tylko szkody powstałe w budynku mieszkalnym. Jednakże, zakład ubezpieczeniowy konsekwentnie utrzymuje, iż wycena ryzyka i cała umowa opiewała tylko i wyłącznie na przejęcie ryzyka za szkody powstałe w budynkach mieszkalnych.
Przykład 2. Konsument wykupił ubezpieczenie turystyczne. W trakcie pobytu za granicą złamał nogę i szukając pomocy, zgłosił się do prywatnej placówki zdrowotnej, choć zakontraktowanej z państwowym funduszem zdrowia (była po prostu najbliżej). Koszty leczenia były wysokie, ale mieściły się w sumie gwarantowanej wykupionej polisy. Jednakże, ubezpieczyciel odmawia wypłaty odszkodowania, twierdząc, iż szkoda nie jest objęta ochroną ubezpieczeniową, gdyż OWU wyraźnie informują, iż leczenie musi odbywać się w państwowej służbie zdrowia państwa w którym nastapiła szkoda, a nie w placówce prywatnej posiadającej umowe z ministerstwem zdrowia. Dlatego też koszty leczenia nie zostaną pokryte.
-
Istnieje odmienność interpretacyjna co do definicji zawartych w OWU
Zakład ubezpieczeniowy przedłoży inną, często sprzeczną interpretację terminów OWU, aniżeli ich potoczne lub powszechnie przyjęte znaczenie. Konsekwencją tego może być albo odmowa wypłaty ubezpieczenia albo stosowne zmniejszenie jego sumy.
Przykład 1. Konsument wykupił ubezpieczenie wypadkowe. W związku z wypadkiem doznał urazu pod postacią złamania kości piszczelowej. Złamanie było o tyle ‘nietypowe’, iż ciągłość tkanki kostnej została przerwana jedynie częściowo. Mimo wszystko, wg lekarzy i potocznej opinii, sytuację taką kwalifikuje się zawsze jako złamanie. Konsument wystąpił więc o odszkodowanie do ubezpieczyciela. Ten jednakże odmówił jego wypłaty twierdząc, iż OWU za ‘złamanie’, pomimo braku uściślenia, traktowały całkowite przerwanie ciągłości tkanki kostnej. Warunek ten nie jest spełniony i z tego też względu odszkodowanie nie może zostać wypłacone.
- Przyczynienie się do szkody przez osobę ubezpieczoną (rażące niedbalstwo, nienależyta staranność)
Ubezpieczyciel odmówi wypłaty ubezpieczenia, twierdząc, iż osoba ubezpieczającego w 100% lub w zdecydowanym procencie przyczyniła się do jej powstania.
Przykład 1. Konsument wykupił ubezpieczenie mieszkania. Pewnego dnia konsument zdecydował, że rozpali grilla, by przyjąć zaproszonych gości na karkówkę i piwo. Impreza była wspaniała, lecz w pewnym momencie grill wraz z calą zawartością wywrócił się. Rozżarzone węgle wywołały mały pożar w mieszkaniu konsumenta. Konsument wystąpił o odszkodowanie. Ubezpieczyciel odmówił jego wypłaty, wnosząc, iż szkoda została wyrządzona przez rażące niedbalstwo osoby ubezpieczonej (alkoholowy ferwor i brak należytej uwagi). Konsument natomiast twierdzi, iż grill wywrócił się samoistnie.
- Niedopełnienie obowiązku nałożonego przez OWU (zatajenie faktów materialnych, istotnych z uwagi na udzielaną ochronę ubezpieczeniową)
OWU zakładają, iż każda zmiana sytuacji, wpływająca na zmianę ryzyka ubezpieczeniowego, musi zostać przedłożona ubezpieczycielowi. Konsument zapomniał o tym obowiązku. Powołując się na takową przesłankę, ubezpieczyciel odmawia wypłaty odszkodowania.
Przykład 1. Konsument nie zgłosił ubezpieczycielowi, iż zmienił zamki w drzwiach od mieszkania objętego ubezpieczeniem. W niedalekim czasie od tej zmiany, włamano się do lokalu. Konsument wystąpił do ubezpieczyciela o naprawienie szkody, domagając siępokrycia kosztów naprawy drzwi i rekompensaty za utracone mienie. Ubezpieczyciel jednakże odmawia wypłaty odszkodowania, podtrzymując, iż konsument nie zgłosił zmiany zamków, co w opinii ubezpieczyciela miało zdecydowany wpływ na powstanie szkody.
-
Brak bezposredniego związku przyczynowo-skutkowego szkody z wypadkiem
Ubezpieczyciel dąży do wykazania, iż szkoda nastąpiłaby niezależnie od tego, czy wypadek miałby lub niemiałby miejsca.
Przykład 1. Po powodzi, zawalił się dom objęty ochroną ubezpieczeniową. Konsument zgłosił szkodę, twierdząc, iż szkoda powstała na skutek powodzi. Ubezpieczyciel odmówił jednakże wypłaty jakiejkolwiek sumy, wykazując, iż dom i tak by się zawalił prędzej czy póżniej (choć w niedalekiej przyszłości) ze względu na wadę konstrukcyjną lub nienależyty stan techniczny (brak dbałości o jego stan).
Odmowa wypłaty ubezpieczenia nie oznacza jednakże, iż trzeba się z nią zgadzać. Decyzję odmowną można kwestionować w trybie wewnętrzym, zaskarżając do samego ubezpieczyciela i wnoszą o ponowne rozpatrzenie sprawy, lub też w trybie zewnętrznym, przekazując sprawę do sądu. Warto pamiętać o tym, iż opcje te nie wykluczają się wzajemnie.
Aczkolwiek, co stosownie należy podkreslić, we współczesnych realiach rynkowych coraz częściej zdarza się, iż zakłady ubezpieczeniowe decydują się na wypłatę roszczeń odszkodowawczych dużo lżejszą ręką aniżeli przed laty (przy czym za tę ‘lżejsza rękę’ uznaję mniejszą atencję do wykładni ogólnych warunków umowy, nie mylić więc proszę tego z kulancją). Dla takiego przypadku krytyczne są jednak dwie przesłanki. Po pierwsze, koronne znaczenie ma wysokość szkody i wartość opłacanych składek. Jeżeli szkoda jest niska, a składka uzgodniona za przejęcie ryzyka ubezpieczenioweego przez ubezpieczyciela jest znaczna, ubezpieczyciel z reguły wypłaci szkodę bez doszukiwania się ewentualnych ‘problemów’. Jest tak dlatego, iż utrata klienta ze względu na kilkuset- lub kilkutysięczne odszkodowanie byłaby samobójstwem marketingowym. Nie dość, że pozyskanie nowego klienta mogłoby być procesem o wiele bardziej kosztownym, to jeszcze koszt ‘neutralizacji opinii szeptanej’ przynosiłby kolejne straty.
Na przykład, jeżeli odmowa wypłaty odszkodowania dotknęłaby naszego dobrego przyjaciela, jego negatywna opinia co do ubezpieczyciela, na pewno odbiłaby się na preferencjach jego i naszego kręgu znajomych. A to oznaczałoby kolejne fundusze potrzebne do jej naprawy lub zdanie się na bezlistosne prawo rynku i zwinięcie interesu niedługo po tym, gdy takie ‘wpadki’ pojawiać się będą zbyt często. A czy warto więc tracić stałego klienta i 100 potencjalnych innych klientów z powodu np. 2000 złotych? Zdecydowanie nie i zakład ubezpieczeniowy jest tego świadomy!
Po drugie, istotne jest to, jaki podmiot ubiega się o wypłatę odszkodowania. Chęć ubezpieczyciela do ‘gry’ w to kto ma rację skutecznie jest tonowana przez rangę i status ubezpieczonego.
Jeżeli, na przykład, podmiot ubezpieczony, który zgłasza szkodę, jest stałym klientem korporacyjnym o nieposzlakowanej opinii, zakład ubezpieczeniowy będzie bał się stracić wpływowego klienta i nie będzie zbyt skrupulatnie doszukiwał się dziur lub definicji dwuznacznych w umowie ubezpieczenia. Tak samo będzie w przypadku klienta ‘bezszkodowego’, któremu to dopiero po 10 latach nieprzerwanego opłacania składek, nagle wydarzyła się szkoda. Inny ton dyskusji natomiast zostanie dobrany przez ubezpieczyciela w sytuacji, gdy podmiotem zgłaszającym szkodę będzie mała firma (szczególnie nowopowstała), o niewielkiej strefie wpływów, czy jednostka indywidualna, z ‘burzliwą historią ubezpieczeniową’.
Zima a szkody
Pragnę odesłać wszystkich czytelników do doskonałego opracowania Rzecznika Ubezpieczonych nt. tzw. szkód zimowych wynikających ze stanu dróg, chodników i nieruchomości. Opracowanie nie tylko w sposób bardzo obszerny wypowiada się o regulacji powyższego zagadnienia, ale także zawiera dokładną analizę praw i przywilejów przysługujących poszkodowanemu przy dochodzeniu naprawienia szkody. Pełny tekst jest dostepny tutaj.
Koniec świetności ‘no win, no fee’
Zaczynają pojawiać się głosy, iż perspektywa dochodzenia roszczeń odszkodowawczych na zasadzie ‘no win, no fee’ zmierza ku końcowi swojej egzystencji. Pierwsze zapowiedzi reform, które miałyby uniemożliwić taką formułę płatności za pomoc prawną w dochodzeniu odszkodowań, zostały już przedłożone przez brytyjski rząd. Jak wskazał Kenneth Clark – członek gabinetu odpowiedzialny za resort sprawiedliwości – praktyka ‘no win, no fee’ pomimo tego, iż jest dobrze wpisana w rzeczywistość sektora odszkodowawczego, zbyt często stanowi pole do nadużyć. Jest tak dlatego, iż wzmożona konkurencja rynkowa wymusza na wielu podmiotach zawyżanie rzeczywistych kosztów pomocy prawnej lub eksperckiej (gdy sprawa wymaga zasięgnięcia opinii eksperta). Stoją za tym dwa argumenty.
Po pierwsze, kancelarie odszkodowcze i prawnicze, zawyżają koszty dochodzenia roszczenia starając się albo kompensować straty poniesione w wyniku prowadzenia spraw drobnych, acz kosztownych, przy których zawyżenie kosztów spowodowałoby niezadowolenie klienta z sumy odszkodowania (sprawy takie muszą prowadzić, by nie wypaść z rynku), albo wykorzystywać fakt, iż klientowi kancelarii przyznano wyższe odszkodowanie aniżeli oczekiwano. Oczywiście, za wszystkim stoją umowy, których kształt strony mogą dowolnie kształtować. Jednakże, dla klienta przede wszystkim liczy się ‘łatwy i szybki pieniądz’, a nie detale sprawy. Stąd, ubytek kilkuset lub klikutysięcy (w przypadku dużych kwot) funtów nie odgrywa wiekszego znaczenia. Tym bardziej, jeżeli koszty te odzwiercielają ‘dodatkową’ pomoc ekspertów, która przysłużyła się w uzyskaniu tak doskonałego wyniku w sprawie.
Po drugie, przy zastosowaniu formuły ‘no win, no fee’ klient takiej kancelarii traci kontrolę nad rzeczywistymi kosztami dochodzenia roszczeń. Naturalnie więc, nie wie czy koszty te nie były przypadkiem sztucznie zawyżone i czy ich wysokość jest adekwatna do rangi i charakteru sprawy. Klient nie może również zdecydować na jakie koszty się godzi, wszystko bowiem pozostaje w rękach umocowanych, którzy cieszą sie pełna swobodą, bo jakakolwiek płatność uzależniona jest od sukcesu sprawy, na co klient przystał podpisując umowę. W konsekwencji, pole do uprawiania ‘kreatywnej księgowości’ jest praktycznie nieograniczone.
Zarzuty stawiane przez brytyjski resort sprawiedliwości stara się odpierać APIL (Association of Personal Injury Lawyers) – organizacja zrzeszająca prawników odszkodowawczych. Ich zdaniem, nadużycia takie jak wymienione przez rząd, należą do patologii rynkowej, a patologia jest zjawiskiem które dotyka każdy sektor. APIL uważa, iż należy z nią zdecydowanie walczyć, ale tak daleko idące zmiany, szkodzą sektorowi i samym konsumentom. Jak podkreślił Muiris Lyons – przewodniczący APIL – skorzystają tylko na tym Ci, którzy powodują lub przyczyniają się do powstawania szkód i ich ubezpieczyciele. W dodatku, zmiany proponowane przez rząd nie będą pomocne w ulepszeniu sytuacji poszkodowanego. Według APIL, kwoty odszkodowań nie będą na tyle wysokie, by pokryć koszty obsługi prawnej, świadczonej przez podmiot działającycy w innej formule aniżeli ‘no win, no fee’.